Każdy potrafi pisać, tak jak każdy potrafi wyrażać myśli i podziwiać piękne zapachy


Dopiero atmosfera, którą tworzy nasza książka, zapewnia pewien smaczek, z którym ciężko się rozstać. Mi osobiście ciężko się rozstać z Kaczkodukiem… Wiochą i Pierwszą wojną w niebie.
Cenię treści oryginalne i wyjątkowe, nie znosząc banałów i rzeczy oczywistych. Czym bardziej skomplikowana struktura, tym ciekawiej. W codziennym życiu, człowiek jest mętny. W książce, można wyrazić się bardziej.
Ukrywamy się z tym, aby nie powiedzieć o sobie pozytywnie. A przecież, stworzenie książki (książek) to nie jest prosta sprawa – musi zaistnieć treść i fabuła. Pomysł zrealizowany, staje się ogólnodostępny. I to jest piękne. Właściwie jest użyteczne.
Poznałem wielu piszących ludzi, czytając wspaniałe opowiadania na niemych blogach, treści przemycane w sieci, które napawały mnie radością. Tak, żyjemy w społeczeństwie zdolnych ludzi. I to buduje.


Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo


Podstawa
Kreowany świat jest nienaturalną formą – odbiciem naszego alter ego, ale – liczy się koncept (pomysł). Struktura oprawiona w dobre płótno, zwycięży. Trwa to długo, ale to kunszt zapewnia właściwe miejsce w szeregu nieśmiertelnych ofiar codzienności.
Można opisać każdą osobę, wydać kolejny komercyjny trick na zamówienie mas, który będzie poradnikiem, zaopatrzonym w ładne zdjęcia. Co w tym niezwykłego? Zupełnie nic.
Zmieniamy się, gdy sięgamy po środki wyrazu, zapewniając sobie przestrzeń do przekazywania myśli. Książka czy blog, to takie miejsce w którym możemy być sobą – choć przez chwilę.
Prawdziwy kunszt wyrazi mistrzostwo i ukaże rolę jego twórcy, który podjął się przekazu. W moim życiu, najważniejszy był pomysł. Szlifowałem się, zajmując się pisaniem projektów, reportaży, pracując w mediach i dla mediów.
Doskonaliłem się, tworząc rozliczne i zróżnicowane materiały. Pasja stała się rzeczywistością, a świat który kreowałem, żył we mnie i dla mnie. Owocne bywają początki, gdy żyjemy pełni nadziei. Końce są różne – ważne, aby nie zawieść się sobą, stając w obliczu wyzwania. Popełniamy błędy, ale ten ich nie czyni, kto nie spróbował choć raz powalczyć piórem.
Doskonaląc się i ucząc, brakowałem tematy i dobierałem słowa. Nazwałem to, co niedostępne i starałem się odkrywać człowieka w człowieku.
Kreujemy życie – nasze, bezpodstawne i samotne – jesteśmy samotni w życiu. Oddalamy się, żyjąc abstrakcyjnie, gdyż świat przemawia do nas w tym, co zidentyfikujemy, stając przed chwilą grozy, bólu i śmierci.
Poświęciłem wiele mojego czasu słowom i satyra stała się odskocznią od trudnych tematów anielskich (tworzę książki o aniołach w serii Przemilczeć Armagedon).
Postawiłem sobie za cel, przybliżać ludziom wiedzę o aniołach.
Satyra, pozwoliła mi odpocząć, odskoczyć i przewietrzyć spojrzenie na trudne sprawy ludzko-boskich relacji.
Polubiłem satyrę, gdyż opowiada mnie i stanowi odsłonięcie człowieka, który jest takim, jakim jest – bez aplauzu, pokazu i zbytecznej ogłady.
Jasne, że to ryzykowna teza, bo każdy chce być wielki – a ja wielki nie jestem – jestem taki, jakim mnie stworzono.
Jestem miarą mojego Stwórcy – niczym więcej i niczym mniej.
Moim marzeniem zawsze było zrozumienie ludzi. Pragnąłem dla każdej istoty odwagi do bycia sobą.
Mówienie jest ceną, za którą płaci się najwyższą cenę. Pisanie to dialog, ku przestrodze. Moje treści mają kilka rodzajów dna i nawet w prostej wersji – satyrycznej – skrywa się tam cząstka transcendencji. Czatuję na Czytelnika, aby w prostych słowach, oddać mu głębszy przekaz. Zmuszam do refleksji – to pewne. Cieszę się, gdy Czytelnicy mi o tym mówią. To jest coś niebywałego.
Moi bohaterowie są przez to ludzcy, zwykli i nieudawani. Naturalność osiąga się środkami wyrazu – w satyrach nie brakuje słowa „kurwa”. Seks staje się w nich normalny i jest opowiadany, tak jak w życiu, w którym ludzie ukrywają wszystko za zasłoną. Polityka jest prosta i pozbawiona fikcji. Zaczynamy rozumieć sytuacje i cały klimat wydaje się nam znany. Po co sobie komplikować i mówić o czymś doniośle? Mówmy normalnie.
Moich bohaterów spotkacie w sytuacjach podłych – ale takie jest życie. Dla mnie nie ma kalki, istnieje za to alternatywa, po której zapanowuje spokój.

Forma
Budowanie wypowiedzi to pewna zdolność – ale nie cecha. Wybiórczo można stwierdzić, że każdy autor uważa, że jego dzieło jest najlepsze. Ja uważam, że to co stworzyłem jest takie moje, własne i bez aspiracji do tytułów.
Łatwo krytykuje się innych, zastawiając pułapkę na konkurencję. Oczywiście, ludziom wmawia się że są gorsi – a czasem że są lepsi. Moje satyry mówią, że ludzie to wspaniała i doskonała forma, którą zmanipulowano i zarządza się, sterując masami.
Pisać może każdy, bo jest to umiejętność podstawowa, należąca do ludzi. Każdy coś pisze. Pozostaje tylko zastanowienie się nad tym, co i gdzie piszemy.
Tworzone książki są „obrabiane”. Zanim twórca ujrzy ponownie swoje dzieło i zostanie ono wydane, to przechodzi ono całą masę zmian (edytorskich, korektorskich, etc.). Dostosowanie dzieła do ogólnych trendów, bywa praktykowaniem potwornej anomalii. Nie wiadomo czasem, gdzie kończy się praca danego autora, a zaczyna wydawnictwa.
To, co wyróżnia moje książki, to własna edycja – od początku do końca. Poprawiamy je i staramy się ulepszać, aby były wolne od błędów, ale nie dostosowujemy ich do trendów ogólnych – przez to zachowują swoją oryginalność.

Treść
Spokojnie i na wdechu – podstawowa zasada przy konstruowaniu moich opowieści. Czasem trafi się literówka – to ludzkie do cholery – głowy sobie przez to nie urwę. Doskonali ludzie – niech mi wybaczą. Musimy być cierpliwymi ludźmi, aby stworzyć naprawdę coś dobrego.
To forma buduje treść, gdy chcemy wprowadzić Czytelnika do naszego świata i przedstawić mu swoją wersję wydarzeń. Nasz punkt widzenia, stanowi odwzorowanie odkształconych wrażeń, które mieliśmy – albo nam się tak wydawało.
Oczywistym jest że książka to fikcja, ale fikcja mająca bazę zapłonową w życiu. Nie pochodzimy z Księżyca. Tu mamy nasze wzorce i osiągamy doskonałość, żyjąc na tym świecie. Pisząc, zaczynamy się mniej dusić.

Jeśli ktoś kiedykolwiek przeczyta Kaczkoduk przejmuje ster! czy Wiochę. Powieść jebitną, to będę z tego powodu szczęśliwy.
Pierwszą wojnę w niebie: Dziedzictwo, polecam prawdziwym pasjonatom.

I tym niewinnym cytatem kończę:

Delikatnie złożyła piersi na jego twarzy, czochrając za blond-rude włoski. Przylgnęła blisko, mrużąc oczy. Wtulała głowę, zbliżając się do odstających, szwabskich uszu, które Tursek odziedziczył po dziad­ku, faszyście z Wermachtu, dobrze wprawionym w eliminowaniu przeciwieństw III Rzeszy. Stąd, może tak bliska mu była i jest III Pol­gar­sko­polita – w dupę lepsza – demokratyczna. 


Kaczkoduk przejmuje ster!


Kaczkoduk przejmuje ster!



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

„Anioł Stróż” – sługa ludzkości?

Święta Inkwizycja

What we deserve?