Satyra na nasze czasy?


Kiedy mam coś napisać o książkach stworzonych przeze mnie , to pojawia się znak STOP (duży STOP). Mógłbym to porównać z dużym znakiem STOP na drogach, który nakazuje zatrzymanie się w celu upewnienia.


Satyra na nasze czasy?


Zatrzymuje się i zastanawiam, co napisać o tym, co stworzyłem. Po pewnym czasie widzę, że nie jestem w stanie się zareklamować. Stąd, zamieszczam wiele fragmentów, gdyż słowa świadczą o tym, co powstało, a nie autoreklama (ona jest za słaba w moim wykonaniu). Przyszła mi ochota na napisanie małej refleksji o książkach Kaczkoduk przejmuje ster! oraz Wiocha. Powieść jebitna. To dwie moje satyry, które traktuję wyjątkowo, gdyż ich powstanie sprawiło mi ogromną radość.
Skupię się na prawdziwości satyry, podstawach jej tworzenia, formie i treści. Nutka refleksji, zapewni pikanterię całości. Krótko i na temat, aby nie zanudzić. Wniosek jest jeden – każdy może coś stworzyć – przykra jest też prawda druga – każdy może to skrytykować. No i na tym polega życie. Krytyki się nie obawiam, szczególnie tej konstruktywnej.
Żyjemy po to, aby się pośmiać, pocieszyć i postarajmy się czerpać z życia garściami. Pisząc, wznosimy się i ulatujemy. Czytając, uczymy się nowego spojrzenia. I na tym polega życie – na ciągu oraz budowaniu. Właściwe akcje i reakcje, czynią z nas ludzi nieprzyzwoitych, silnych i niezastąpionych.
Kiedyś – pewien Czytelnik – powiedział mi że przeczytał pornusa – tak określił moją satyrę Kaczkoduk… – No cóż – wstyd pomyśleć, a co dopiero dopowiedzieć, o tym że powiedział częściowo prawdę. Taki też jest Kaczkoduk… Niestety.

Prawdziwość
Prawdziwa satyra nie powstanie nigdy z przypadku, ale jej stworzenie odbija pewien określony model społecznej rzeczywistości, którą buduje przekorne słowo. – Wiadomo – że książka to lustro – i jak każde lustro nie będzie wiernym tłem rzeczywistości. Pułkownik Dubieniecki – główny nasz bohater – to mason, komunista, kapitalista i człowiek zajmujący się nierządem. Wszystko dla pieniądza. Z różnymi bohaterami wiążą go przeróżne układy i to on porusza za sznurki.
Mnie wiele lat mówiono, że ktoś tym zarządza – w znaczeniu światem – dla religijnych ludzi może to być siła stwórcza. Dla ludzi niewierzących – będzie to jakaś grupa interesów. Dubieniecki reprezentuje całość tych cech i jednocześnie obaw – zwykłych ludzi, takich jak ja. Wiemy, że przypadki nie istnieją, ale rodzą się i istnieją tacy jak Dubieniecki, którzy ze świata czynią prywatny folwark. Jak to działa? – Książka stara się na to pytanie odpowiedzieć.
Nie mamy wielkiego wpływu na otaczający nas świat – dlatego Dubieniecki jest dobrym zobrazowaniem tego, czemu tak się dzieje.
System to fraza, która przemyca się przez całość lektury. Identyfikujemy system na wiele możliwych sposobów.
Wymyślam określone epizody i formy, aby bawić się słowem – ja, któremu wydaje się że jest osobą piszącą (przez brak skromności krytykuje się nieobiektywnie) – zajmując Czytelnika oraz pobudzając wyobraźnię. Literatura daje możliwość czynu – wyraża określoną gotowość.
Czy jestem przez to lepszy? – Nie. Zdecydowanie, nie. Jestem nawet gorszy, gdyż wykorzystałem mnóstwo czasu na to, aby coś stworzyć – a mogłem popić piwo i potańczyć. Przynajmniej, miałbym zdrowsze nogi i wypłukał dobrze nerki. Mam do siebie duży dystans i potrafię się skrytykować – stąd pisanie satyr przychodzi mi prościej.
Jedyne co mi to daje, to możliwość wyrażania się i posługiwania pewną głębią, charakterystyczną dla mojego stylu. – Tak, mam swój styl. A, co! Posługuję się słowem pisanym, które jest mi bliskie. Opowiadam świat i relacjonuję go na zewnątrz. – Tak, jak potrafię to zrobić najlepiej. A, że nie potrafię – to możecie przekonać się, czytając fragmenty mojej książki (książek też, bo napisałem ich cztery – aż i i!).  
Doskonaląc się, wprowadzam moich bohaterów do normalnego obiegu.
Pisanie, to żadna szczególna umiejętność, a jedynie chęci i czas. W pewnym momencie miałem go za dużo, to napisałem kilka gniotów.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

„Anioł Stróż” – sługa ludzkości?

Święta Inkwizycja

What we deserve?